piątek, 16 sierpnia 2013

Ulubione lip tinty

Tego lata lip tinty ( jest jakaś polska nazwa?) zawojowały mój makijaż ust. 
Dlaczego? Proste - zapewniają moim ustkom naprawdę trwały malunek. A jeszcze do niedawna wydawało to się niemożliwe, skoro "zjadam" prawie natychmiast każdą pomadkę i każdy błyszczyk.
Dodatkowo nie wysuszają, nie podkreślają skórek i bruzd. Rewelacja.
A mowa o tej czwórce.



Tak jak rozpoznajecie - produkcja krajowa: Eveline Cosmetics oraz Bell.


Do mojej kolekcji z Eveline trafiły dwa kolorki: 116 i 118.



Egzemplarz o nr 116 w opakowaniu i na sklepowym próbniku wydaje się łagodnym koralowym odcieniem. Natomiast na ustach staje się jaskrawym intensywnym różem o ciepłym kolorycie. Natomiast nr 118 sprawia wrażenie zgaszonego brudnego różu, by na ustach zakwitnąć wyrazistym dosyć ciemnym różem z chłodnymi podtonami. Zatem wprowadzając te mazidła do make up'u, trzeba się liczyć z mocnym i wyrazistym malunkiem ust, który długo nie traci na sile.

Konsystencja tych tintów jest dosyć gęsta tak jak w szminkach w płynie. Pokrywają one usta pokaźną błyszczącą warstwą. Niestety lubi ona sobie migrować poza obręb warg i zdarzyło mi się zaliczyć rozmazaną wpadkę. Z czasem ta wierzchnia powłoczka szminkowo-błyszykowa zanika, natomiast na ustach, a właściwie w nich pozostaje sama barwa. Wtedy, by uzyskać połysk, traktuję buźkę balsamem pielęgnacyjnym do ust albo pomadką ochronną i jest super.

W kosmetyku tym ujęła mnie przede wszystkim trwałość, to wybarwienie ust, które nie zanika mimo jedzenia, picia, paplania... Idę z kumpelami na kawę i deserek - one już w trakcie konsumpcji stają się bladouste, a u mnie dalej intensywnie różowe wargi. Na szczęście zapach jest dosyć neutralny: chemiczno-owocowy.
 Za 7 ml płaciłam około 11 zł.

Mazidła z Bell to partia biedronkowa, która, jak wiadomo, różni się od tej z, np. Natury, składem, właściwościami i nazwą (chyba). Nie oznaczono ich żadnymi numerkami, a u mnie są dwa: pomarańczowy i różowy.


Tinty z Bell mają rzadszą, jakby żelową konsystencję, co możną zauważyć na drugim zdjęciu. Pachną słodko - owocowo. Tuż po ich aplikacji odczuwam chłód i lekkie pieczenie warg, Produkty te zapewniają ustom intensywny długotrwały kolor - który i tym razem będzie inny, niż sądzić można po opakowaniu czy próbnym maźnięciu na dłoni. W przypadku Bell ten kolor choć wyjściowo różowy bądź pomarańczowy będzie zbliżony do czerwieni. 

Ponieważ te pomadeczki nie dają ustom żadnej warstwy, to po ich wyschnięciu nakładam pomadkę o odcieniu zbliżonym do różu albo oranżu czy koralu. Z czasem pomadka się zetrze/zje, a barwa od lip tintu pozostanie w czerwieni wargowej.
Kosmetyk z Bell o wiele łatwiej nałożyć, niż te z Eveline i raczej nie narażą nas na rozmazane niespodzianki. 
Za 5, 5 g produktu płaciłam 6 zł.


Przyznam, że cieszę się, że pojawiły się tego typu kosmetyki na rynku i jak widzicie, ochoczo z nich korzystam. Ciekawa jestem, czy goszczą również w Waszych kosmetyczkach i na Waszych ponętnych ustach .


Pozdrawiam


32 komentarze:

  1. Kolory z Bell są chyba ładniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie mam jeszcze tintow...ale pewnie już niedługo bo zewsząd tylko pokusy...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, trudno schować się przed pokusami :)

      Usuń
  3. Mam te z Bella (wszystkie 3 dostępne w Biedronce) i też je bardzo lubię. Zauważyłam, że efekt jest zależny od ilości warstw. Pomarańcz i róż po pierwszej wygląda delikatnie i dosyć naturalnie, po 2-3 jest mocny i wyrazisty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak lubisz tinty, to koniecznie wypróbuj te z Catrice - jak dla mnie bija na głowę wszystkie inne, których próbowałam :) A przy tym pachną i smakują jak galaretka owocowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za podpowiedź, pewnie zaspokoję ciekawość :)

      Usuń
  5. Ależ kuszące i kolorowe, chyba będę musiała i ja spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam jeszcze żadnego, ale od dawna przymierzam się do zakupu! Bardzo lubię kosmetyki Bell i Eveline, więc myślę, że ich lip tinty także muszą być naprawdę fajne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że nie będziesz żałowała :)

      Usuń
  7. Mam 116 z Eveline i bardzo lubię.
    Nie przypuszczałam, że tak dobrze będę się czuła w intensywnym kolorze na ustach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałam podobnie, chociaż czasem obawiam się , czy nie ma w tym przesady ;?

      Usuń
  8. Odkąd weszły na rynek chcę sobie jakiś kupić ale nigdy nie mogę zdecydować się na kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam podobnie, ale przebrany asortyment mnie zmotywował :)

      Usuń
  9. Całkiem ładne, ale wole stonowane, naturalne kolory pomadek/błyszczyków :)
    Pozdrawiam i dzięki za odwiedziny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te są tylko małym wyjątkiem, bo raczej tez chętniej korzystam ze stonowanych barw :)

      Usuń
  10. pierwsze widzę, ale już mi się podobają, na pewno kupię;)

    OdpowiedzUsuń
  11. 116 z Eveline wpadło mi w oko ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. oo, ciekawe :) nigdy nie słyszałam o takich 'błyszczykach' co nie schodzą z ust przy jedzeniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na wyjścia z konsumpcją są świetne

      Usuń
  13. Miałam przez chwilę tint z Bell, ale okazał się dla mnie zbyt mocną czerwienią ;) no i wysuszał mi usta ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie napisałam o tym, ale zawsze stosuje po spód pomadkę ochronną i dają radę

      Usuń
  14. Nie miałam ich jeszcze, ale skuszę się ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. też bardzo lubię ten tint z Bell:)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo lubię czytać komentarze, więc zapraszam do ich pisania :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...